Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 kwietnia 2012

Zamiast kartki wielkanocnej


WOŁACZ
Czesław Miłosz


Ty, której imię agresja i pożeranie,
Gnilna i duszna, fermentująca,
Przerabiająca na miazgę mędrców i proroków,
Zbrodniarzy i bohaterów, obojętna.
Bezużyteczny ten mój vocativus.
Nie słyszysz mnie, choć zwracam się do Ciebie.
Ale chcę mówić, bo jestem przeciw tobie.
Co z tego, że mnie połkniesz, kiedy twój nie jestem.
Zwyciężasz mnie gorączką i utratą sił,
Zamącasz moją myśl, która protestuje,
Toczysz się nade mną, tępa, nieświadoma siło.
Ten, który ciebie pokona, biegnie zbrojny.
Umysł, duch, tworzyciel, odnowiciel.
Potyka się z tobą w głębiach i na wysokościach,
Konny, skrzydlaty, lotny, w srebrnej łusce.
Jemu służyłem w wiosennych burzach form
I nie mnie troszczyć się, co zrobi ze mną.

Orszaki ciągną w słońcu nad jeziorami.
Z białych wiosek ozwały się wielkanocne dzwony.

Z tomu Na brzegu rzeki (1994)


Maurice Denis, Niewiasty u grobu, 
1894 r., olej na płótnie
Francja, Saint-Germain-en-Laye,
Musée Départamental du Prieuré (Musée Maurice Denis)
 

czwartek, 2 lutego 2012

Nagrobek Szymborskiej


Był rok 1997. W ręce wpadł mi polsko-angielski, obszerny wybór wierszy Wisławy Szymborskiej Nic dwa razy/Nothing Twice wydany przez krakowskie Wydawnictwo Literackie. Tyle co poetka otrzymała Nagrodę Nobla, dzięki czemu o niej usłyszałem i przeczytałem pierwsze utwory. Dopiero jednak ten tom pozwolił mi się w niej zakochać, a dzięki niej - pokochać poezję. Bo to właśnie w czasach licealnych uczyłem się czytać wiersze. Obok Szymborskiej, pierwszymi poetami, z którymi się zaprzyjaźniłem byli Zbigniew Herbert i ks. Jan Twardowski. 

Była to poezja komunikatywna, która nie odstraszyła początkującego czytelnika, jakim byłem. Pomimo swojej prostoty, niezwykle mądra, przenikliwa, pełna humoru, zabarwionego często pewną dozą gorzkiej refleksji. Szymborska uczyła mnie m.in. że niepewność nie musi być straszna, a jest wręcz istotnym składnikiem mądrości. Oswoiła mnie też z subiektywnością i relatywnością (choć nie z pochodnymi -izmami) oraz dystansem, który w pewnych sytuacjach bywa potrzebny. Jej poezja jest par excellence filozoficzna, a jednak skrojona na miarę "zwykłego" człowieka. 

Wiele by jeszcze można pisać o tej "staroświeckiej jak przecinek" poetce. Wystarczy jednak słów - były one specjalnością pani Wisławy i nigdy nie używała ich w nadmiarze, a na te Największe, które narzucają się w tym momencie najbardziej, miała uczulenie i rozbrajała je natychmiast ironią, dystansem, humorem... W tej chwili przepełnia mnie przede wszystkim wdzięczność za to, co nam po sobie zostawiła. A póki co wystarczy jakże charakterystyczny Nagrobek, który sama sobie wystawiła:

Tu leży staroświecka jak przecinek 
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile 
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy.
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.

(Z tomu Sól, 1962)
Fot. A. Banaś, źródło zdjęcia


***
P.S. W najbliższą niedzielę wyjeżdżam na tydzień do Florencji. Myślę, że jakieś wrażenia z tej podróży wkrótce się tu pojawią.

niedziela, 25 grudnia 2011

Na okres Bożego Narodzenia


Tym razem nieco później niż zwykle, ale kolejny raz chcę uczcić Święta na blogu utworem poetyckim. A w roku Czesława Miłosza właśnie jego wiersz wydał mi się najbardziej na miejscu. Nie jest to jedyny jego utwór, w którym pojawiają się wątki bożonarodzeniowe, ale ten spodobał mi się najbardziej.

Modlitwa Wigilijna
Czesław Miłosz

Maryjo czysta, błogosław tej,
Co w miłosierdzie nie wierzy.
Niech jasna twoja strudzona dłoń
Smutki jej wszystkie uśmierzy.
Pod twoją ręką niechaj płacze lżej.

Na wigilijny ześlij jej stół
Zielone drzewko magiczne,
Niech, gdy go dotknie, słyszy gwar pszczół,
Niech jabłka sypią się śliczne.
A zamiast świec daj gwiazdę mroźnych pól.

Przyprowadź blisko pochód białych gór,
Niechaj w jej okno świecą.
Astrologowie z Chaldei, z Ur,
Pamięć złych lat niech uleczą.
Zmarli poeci niechaj dotkną strun
Samotnej zanucą kolędę.

Warszawa, 1938

James Tissot, Narodziny naszego Pana Jezusa Chrystusa,
1886-94; akwarela i ołówek na papierze, Brooklyn Museum, Nowy Jork

wtorek, 1 listopada 2011

Na Dzień Zaduszny i Wszystkich Świętych


CO MNIE
Czesław Miłosz

Co mnie albo i komu tam jeszcze do tego

Że będą dalej wschody i zachody słońca,
śnieg na górach, krokusy,
i ludzkość ze swoimi kotami i psami?

Co nam do tego,
że w wielkim trzęsieniu ziemi część północnej Kalifornii
zapadnie się w morze,

Że rozważana będzie legalność małżeństw z komputerami,

Że powstanie cybernetyczne cesarstwo planetarne,

Że w roku 3000 uroczyście będzie celebrowane w Rzymie
wstępowanie w czwarte millenium chrześcijaństwa?

Co nam do tego - jeżeli w naszej krainie milknie zgiełk świata

I wchodzimy w Inne, poza czas i przestrzeń.

Na próżno w obrzędzie Dziadów kuszą nas darem jadła i napoju.

Nie odzywamy się, bo brak języka, żeby porozumieć się z żywymi.

I więdną bezużyteczne kwiaty, złożone kiedy byliśmy już daleko.
[2003]


Cyt. za: Czesław Miłosz, Wiersze ostatnie, Kraków 2006, s. 53.



Edycja z 5 listopada:

Końcem października byłem kilka dni w stolicy Francji i tym razem odwiedziłem m.in. największy i najsłynniejszy cmentarz paryski Père-Lachaise, na którym znajdują się groby mnóstwa osobistości, m.in. Fryderyka Chopina, Oskara Wilde'a, Edith Piaf, Jima Morrisona, Gertrudy Stein, Balzaca, Moliera, Apollinaira, Ingresa, Delacroix, Corota, Nadara, a nawet Abelarda i Heloizy. Wizyta była bardzo męcząca, bo cmentarz jest ogromny i nawet z mapą niełatwo te groby znaleźć (przydałyby się tam jakieś małe, dyskretne strzałki). Poniżej zdjęcie przy grobie wyjątkowego pisarza:

wtorek, 21 czerwca 2011

Poezja w mieście


A jednak Wrocław! Konferencję prasową, podczas której ogłoszono zwycięzcę rywalizacji o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 oglądałem na Starym Mieście w Lublinie, w tłumie osób, które chyba do końca miały nadzieję, że Lublin okaże się czarnym koniem tych zawodów. Niestety nie udało się. Nie pomogło to, że co roku w Lublinie odbywa się ok. 50 cyklicznych wydarzeń kulturalnych (w tym ponad 30 festiwali), nie pomogło otwarcie na Wschód, niezwykła dbałość o dokumentację historii miasta, ze szczególnym uwzględnieniem historii lubelskich Żydów, nie pomogły nadzwyczaj liczne oddolne inicjatywy ludzi z pasją. Pocieszeniem jest to, że minister obiecał dofinansowanie projektów, które z tej okazji zostały zainicjowane. Miejmy nadzieję, że przynajmniej część z nich uda się zrealizować. Miasto zyskało jednak chociażby to, że wśród mieszkańców oraz władz nie ma już lęku przed kulturą - także tą wysoką. Została ona dostrzeżona i dosłownie wyszła na ulice. Okazało się przy tym, że nie jest taka straszna. My wszyscy mogliśmy się przekonać jak wiele jest dziedzin we współczesnej sztuce i kulturze, które - choć niszowe - są źródłem inspiracji i energii: teatr tańca, poezja, sztuki wizualne, a nawet cyrk. Dziś, w ramach "nadrabiania zaległości" w opisywaniu ciekawych wydarzeń, w jakich brałem udział ostatnimi czasy, chciałbym napisać o jednym z licznych lubelskich festiwali. Zatem do dzieła. 


Nie od dziś wiemy, że „niektórzy lubią poezję”, jak pisała nasza Noblistka i „Pierwsza Ambasadorka Polskiej Poezji”. Mogliśmy się o tym naocznie przekonać między 23 a 29 maja, kiedy to Lublin zamienił się w Miasto Poezji, za sprawą festiwalu literackiego o tej nazwie. Czwarta już edycja tego wydarzenia przyciągnęła takich poetów, jak Bohdan Zadura, Andrzej Sosnowski, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Marcin Sendecki, Dariusz Sośnicki, Wojciech Wencel, Piotr Matywiecki, Michał Zabłocki, Dariusz Suska i wielu innych.

Program festiwalu był bardzo różnorodny i niezwykle bogaty: od spotkań autorskich z poetami, poprzez wielorakie warsztaty przeznaczone dla różnych grup wiekowych, po seanse filmowe, odczyty, konferencje, debaty oraz inicjatywy poetyckie w przestrzeni miejskiej (np. „Szafa Poezji”). Wiele punktów programu odbywało się równocześnie w różnych miejscach i widz musiał wybierać w tej bogatej ofercie, co nie zawsze było łatwe. Ja postawiłem głównie na spotkania z pisarzami.

 Bohdan Zadura

Już w pierwszym dniu festiwalu miało miejsce jedno z najciekawszych wydarzeń: odczyt Bohdana Zadury pod tytułem „Kłopoty z ulubionym poetą”. Organizatorzy mają nadzieję, że spotkanie to będzie początkiem całego cyklu, w którym najwięksi polscy poeci opowiadać będę o swoich własnych fascynacjach i inspiracjach poetyckich. Spotkanie to było o tyle oryginalne, że miało charakter odczytu właśnie. Poeta zaprezentował przygotowany wcześniej tekst, w którym przedstawił trzech spośród dużego grona najważniejszych dla siebie poetów. Wybrał osobowości bardzo ciekawe i – co ważne – nie zawsze dobrze znane młodym wielbicielom poezji: Konstantinosa Kawafisa, Johna Ashbery’ego i Jarosława Marka Rymkiewicza. Wystąpienie Zadury było długie (ok. dwóch godzin), ale niezwykle interesujące i mistrzowsko zaprezentowane. Miało charakter osobisty, ale było też rzetelną introdukcją w dorobek tych trzech pisarzy. Było to naprawdę mocne rozpoczęcie festiwalu – miejmy nadzieję, że doczeka się kontynuacji.



Jednym z bardziej udanych spotkań był także wieczór z Piotrem Macierzyńskim, który odbył się w czwarty dzień festiwalu w jednym z lubelskich pubów. W kameralnej atmosferze poeta przeczytał kilka swoich wierszy i opowiedział mnóstwo ciekawych i nieraz wesołych anegdotek. W bardziej poważnym tonie próbował też scharakteryzować obecny rynek wydawniczy w Polsce oraz specyfikę publikowania wierszy w Internecie. Poruszył też takie kwestie, jak odpowiedzialność za słowo. Spotkanie było świetnie przygotowane i prowadzone przez jednego z organizatorów festiwalu. (Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć jak wygląda spotkanie z tym autorem odsyłam na tę stronę).

Piotr Macierzyński

Niestety nie można tego powiedzieć o wszystkich spotkaniach, które odbyły się w ramach projektu „Mieszkanie Poezji”. Idea jest oryginalna, ale też nieco kontrowersyjna. Chodzi o to, że ochotnicy zapraszają do swojego prywatnego mieszkania poetę oraz wszystkich chętnych do spotkania z nim. Jest to okazja do bardziej prywatnego i mniej zobowiązującego zapoznania się z poetą, w kameralnym gronie. W praktyce wiąże się to jednak z różnymi niedogodnościami. Nie zawsze łatwo jest trafić na miejsce spotkania, poza tym mała przestrzeń sprawia, że niejednokrotnie ludzie siedzą stłoczeni na ziemi w niewygodnych pozach. Jednakże chyba najsłabszym elementem tych spotkań jest to, że zwykle nie mają one prowadzącego. Inicjatywa zależy w zasadzie od samego autora. Czasami sam postanawia on porozmawiać z publicznością, opowiedzieć jakąś ciekawą historię lub zastanowić się głośno nad różnego rodzaju ważkimi kwestiami (jak chociażby Andrzej Sosnowski). Innym razem kończy się tylko na czytaniu wierszy, bez choćby słowa jakiegokolwiek komentarza lub w ogóle zauważenia publiczności. Tak wyglądało spotkanie z Eugeniuszem Tkaczyszynem-Dyckim, który czytał swoje wiersze przez ok. godzinę (fakt, że w bardzo charakterystyczny sposób – sylabizując niemal szeptem, pochylony w pół i kiwający się w przód i w tył). Na odczytaniu wierszy skończyło się w zasadzie także spotkanie z Marcinem Sendeckim – z tym, że jemu zajęło to zaledwie kilkanaście minut (jego spóźnienie było dłuższe). Może wielu miłośnikom poezji to wystarczy, ja – jako ten „mityczny zwykły czytelnik”, o którym wspominał Andrzej Sosnowski – oczekiwałbym jednak od spotkania z poetą czegoś więcej. Szkoda, że organizatorzy festiwalu o to nie zadbali.

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

A jeśli już jesteśmy przy wytykaniu potknięć, warto byłoby zadbać o lepszą komunikację w czasie festiwalu. Wiadomo, że w tak bogatym programie czasami zdarzają się jakieś zmiany i przesunięcia: a to zmienia się dzień spotkania (Marcin Sendecki), a to miejsce (Wojciech Wencel), a może dojść i do odwołania niektórych punktów programu. Myślę, że informacje o tym powinny pojawiać się na stronie internetowej festiwalu, a w miarę możliwości winny być też ogłaszane w czasie innych wydarzeń. Bez tego widzowie są zdezorientowani, rozczarowani i tracą niepotrzebnie czas, który mogliby wykorzystać udając się na inny punkt programu odbywający się w tym samym czasie.

 Andrzej Sosnowski

Pomimo tych drobnych potknięć, trzeba powiedzieć, że Miasto Poezji jest bardzo cenną inicjatywą, zorganizowaną z pewnym rozmachem, a jednocześnie bez sztuczności i nadęcia. Może ona zadowolić nie tylko wielbicieli tego gatunku literackiego, ale i zainteresować tych, którzy na co dzień z poezją nie mają wiele do czynienia. Bardzo cenne są zwłaszcza inicjatywy edukacyjne organizowane w szkołach. Bo chociaż w szkołach „się musi” – jak pisała Szymborska w przywołanym na początku wierszu – to jednak dla większości czytelników to właśnie jest pierwsze miejsce, w którym spotykają się z wierszem. Festiwal pokazuje, że to spotkanie nie musi być niezrozumiałym nudziarstwem, ale fascynującą przygodą, zmieniającą życie. Może dzięki niemu osób będących „zwykłymi czytelnikami poezji” – „nie licząc (…) samych poetów” będzie trochę więcej niż „dwie na tysiąc”.

P.S. Na oficjalnym kanale YouTube można obejrzeć fragmenty różnych wydarzeń z festiwalu.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Święto życia


Idzie o to, abyśmy pogodzili się z życiem. Takim, jakie ono jest. 
(ks. Józef Tischner)


*
patrzeć życiu w twarz
zawsze
patrzeć życiu w twarz
i poznać je
takim, jakie jest
w końcu
poznać je
pokochać je
takim, jakie jest
a następnie
zrezygnować z niego

zawsze lata między nami
zawsze lata
zawsze miłość
zawsze godziny

(Virginia Woolf w filmie Godziny w reż. S. Daldry'ego wg powieści M. Cunninghama)

*
to look life in the face
always
to look life in the face
and to know it
for what it is
at last
to know it
to love it
for what it is
and then
to put it away

always the years between us
always the years
always the love
always the hours


niedziela, 30 stycznia 2011

Jutro przyjdą Rosjanie


Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki


CLXXV.

wsłuchaj się w przeszłość
oni tam wciąż jeszcze są
jeszcze odciskają się gwałtem
jutro przyjdą Rosjanie

aby nam przypomnieć o trumnach
w których dzięki nim czujemy się
niezbędni co najmniej od dwóch
wieków czujemy się na swoim miejscu

jutro przyjdą Rosjanie
Hryniawska widzi ich jak znowu
niszczą jej ogród czyli Polskę
i tulipany co na jedno wychodzi


CLXXVI.

wsłuchuj się w przeszłość w wiatr
który nie uwolnił nas od wspomnień
i najgorszych przeczuć oni tam wciąż
jeszcze są przewracają w ogrodzie ule

przekopują ogród oni tam wciąż jeszcze kopią
nawet jaśniepański wiatr przewracają do góry
nogami żeby Hryniawskiej odebrać
Polskę lub przynajmniej złoto ukryte w polu

jutro przyjdą Rosjanie będą krzyczeć
prosto w twarz gdzie ukryłaś
Polskę a gdzie złoto nie wiedząc
że jedno i drugie znaczy to samo



CLXXVII.

jutro przyjdą Rosjanie tylko ich wyglądać
ustawić się w oknie aż wylegną przed dom
wtargną na pokoje zbezczeszczą święte obrazy
jasnogórskie kiedy w Polsce jest dobrze

wtedy przychodzą Rosjanie i robią nam jeszcze
lepiej rozdrapują między sobą całe nasze
jaśniepaństwo piękne sny ojczyźniane bogobojne
tylko ich wyglądać ustawić się w oknie

aż się przewidzą wtargną do komory
oni myślą że my bez nich nie możemy głośno
pierdnąć złości się Hryniawska i robi
swoje pyr pyr jest nam razem zbyt duszno


Z tomu Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania (2000 r.).
Przedruk w tomie Oddam wiersze w dobre ręce: 1988-2010 (2010 r.).

piątek, 24 grudnia 2010

Podarek na Boże Narodzenie


Boże Narodzenie


W tym roku grzmiano w mediach
o niezatracaniu wartości świąt.
Krytykowano pierogi, bombki i prezenty,
bo "o co innego chodzi".

Skrajnie radzono nawet,
żeby w wigilię poprzestać
na słowie i opłatkach,
ewentualnie świecy,
która symbolizuje Bliskość.

Śmiałam się w duchu
lepiąc od rana uszka,
mieszając groch z kapustą
o jedenrazrocznym aromacie.

Wyjęłam z pudełka
nowe słomiane gwiazdki
(kupione wcale nie okazyjnie).

Dałam znak prababci
- przyszła po cichu
razem wieszałyśmy gwiazdki na jedlinie
na palcach sięgając ku najwyższym gałęziom,
jak ku niebiosom.

Babciu, szepnęłam, rozświetlając niebo nad ziemią,
jak tam jest?
- Dobrze, ale czasami tęskno nam za ziemią.
Wy wciąż jesteście tak potrzebni sobie,
my tam - westchnęła - mamy wszystko...

B. N. 2005

Z tomu "Podarki" Aleksandry Dąbrowskiej (Tuchów 2007), którą niniejszym (razem z mężem i córeczką) gorąco pozdrawiam!

poniedziałek, 1 listopada 2010

Święci nie są gwiazdami porno


Moim największym odkryciem poetyckim tego roku jest Piotr Macierzyński. Jest to już uznany autor z czterema tomikami na koncie, ja jednak dopiero niedawno zapoznałem się z jego twórczością. Jego wiersze są dosyć dosadne, nieraz brutalne, ale nigdy banalne, czy miałkie. Jest w nich dużo humoru, celnej obserwacji, a także diagnozy otaczającej nas rzeczywistości. Nie poprzestają one jednak na doraźnych konstatacjach, ale zawsze znaleźć w nich można treści uniwersalne, a nawet metafizyczne. Dzisiaj, w dzień Wszystkich Świętych, chciałbym przywołać tu utwór z tomu Odrzuty (Kraków: Korporacja Ha!art, 2007):

Święci to się nie liczą

święci nie są gwiazdami porno
nie mają willi nad morzem
nawet nie święcą sukcesów w boksie zawodowym

nie znamy rekordu świata w odmawianiu modlitwy bez przerwy
gdy umierają nie ma telewizji
jest jeden świadek żadnego dziennikarza i co tu ma się podobać

święci to się nie liczą
czy widział ktoś aby na przykład księgowy został świętym
liczy się szybki samochód zgrabne nogi morderstwo na ulicy

tak święci to się nie liczą
ze swoją epoką z reklamą z mafią
nawet z własnym życiem

środa, 14 kwietnia 2010

Okrutnie


Korekta

Tadeusz Różewicz

Śmierć nie poprawi
w zwrotce ani jednej linijki
to nie korektorka
to nie życzliwa pani
redaktorka

zła metafora jest nieśmiertelna

kiepski poeta który umarł
jest kiepskim zmarłym poetą

nudziarz po śmierci nudzi
głupiec zza grobu
jeszcze głupstwa gada

Wiersz znaleziony w komentarzach na blogu Jerzego Sosnowskiego

niedziela, 4 kwietnia 2010

Zamiast kartki wielkanocnej


EMILY DICKINSON

809 (
Unable are the Loved)

Nie mogą umrzeć ukochani
Bo miłość to Nieśmiertelność,
Nie, to jest Boskość -

Nie mogą umrzeć - kochający
Bo miłość przekształca życie
W moc Boską.

c. 1864 (1932)

tłum. Ludmiła Marjańska

Fra Angelico, Zmartwychwstanie, 1440-41 r.
Fresk, 189 x 164 cm
Klasztor San Marco, Florencja (Włochy)

piątek, 2 kwietnia 2010

Wielki Piątek


Sonet XIII

JOHN DONNE


A gdyby to dziś była ostatnia noc świata?
Twarz Ukrzyżowanego w koronie cierniowej
Wrysuj mi w serce, duszo, i słowem swej mowy
Odpowiedz, czy ten widok lękiem cię przygniata?
W łzach gaśnie Jego oczu przedziwna poświata,
Krew w bruzdy czoła spływa z poranionej głowy;
Miałbyż cię wtrącić w piekło surowymi słowy
Język, co łaski prosił dla mściwego kata?
Nie, nie: wiem dobrze, nieraz mawiałem albowiem,
Swoich świeckich kochanek namiętny zelota,
Że piękno miłosierdzia jest znakiem, szpetota
Znakiem srogości; tak też i tobie dziś powiem:
Jak się z ohydą kształtów złe serce kojarzy,
Tak dobroć ducha widać w pięknie Jego twarzy.

(tłum. Stanisław Barańczak)

Hieronim Bosch, Chrystus dźwigający krzyż, 1515-16 r.
olej na desce, 74 x 81 cm,
Museum voor Schone Kunsten, Gandawa (Belgia)

niedziela, 1 listopada 2009

Odeszli wszyscy do jasnego świata

W języku swahili zmarli, którzy pozostają w pamięci innych, nazwani są "żywymi zmarłymi", na dobre stają się martwymi tylko wtedy, gdy wszyscy, którzy ich znali, już nie żyją.
(David Lowenthal)


Henry Vaughan

***

Odeszli wszyscy do jasnego świata!
A ja samotny wciąż tu stoję;
Sama ich pamięć pasma światła wplata
W posępne dumanie moje.

W mej piersi chmurnej jarzy się, żarliwa,
Jak gwiazda ponad mrocznym borem,
Lub jak poświata, co wzgórze okrywa,
Gdy słońce gaśnie wieczorem.

Widzę ich: kroczą, przyodziani w blaski,
Depczą swój żywot tęczą chwały;
Żywot tak zawsze przyćmiony i płaski,
Od dawna zgniły, spróchniały.

Nadziejo święta! Pokoro wspaniała,
Wysoka jak niebiańskie włości!
Takieś mi górne ścieżki ukazała,
By rozgrzać chłód mej miłości,

Ty, piękna Śmierci! skarbie sprawiedliwych,
Klejnocie, lśniący tylko w mroku!
Ileż tajemnic twój proch kryje żywych,
Choć niedostępnych dla wzroku!

Kto znalazł gniazdko, widzi gołym okiem.
Że puste; lecz na jakim drzewie
Ptak teraz śpiewa, nad jakim potokiem -
Tego już człowiek ów nie wie.

A jednak, tak jak duszę w sen spowitą

Anielska czasem wzywa sfera,
Tak myśl materię nieraz pospolitą
Porzuca i w blask spoziera.

Gwiazda, gdy więzić ją w grobowcu ciasnym,
Musi się zgodzić na zamknięcie;
Lecz wróć jej przestrzeń - wnet się punktem jasnym
Wyróżni na firmamencie.

Ojcze wiecznego żywota, wszystkiego,
Co chwałą władza Twa okrywa!
Z świata niewoli prowadź ducha Swego
Tam, gdzie jest wolność prawdziwa.

Albo mgłę rozprosz, co lotną powłoką
Przed mą lunetą wciąż się przędzie,
Albo mnie wynieś na górę wysoką,
Gdzie szkieł nie trzeba mi będzie.

(tłum. S. Barańczak)




***

They are all gone into the world of light!
And I alone sit ling'ring here;
Their very memory is fair and bright,
And my sad thoughts doth clear.

It glows and glitters in my cloudy breast,
Like stars upon some gloomy grove,
Or those faint beams in which this hill is drest
After the sun's remove.

I see them walking in an air of glory,
Whose light doth trample on my days:
My days, which are at best but dull and hoary,
Mere glimmering and decays.

O holy Hope! and high Humility,
High as the heavens above!
These are your walks, and you have show'd them me,
To kindle my cold love.

Dear, beauteous Death! the jewel of the Just,
Shining nowhere, but in the dark;
What mysteries do lie beyond thy dust,
Could man outlook that mark!

He that hath found some fledg'd bird's nest may know,
At first sight, if the bird be flown;
But what fair well or grove he sings in now,
That is to him unknown.

And yet as Angels in some brighter dreams
Call to the soul, when man doth sleep:
So some strange thoughts transcend our wonted themes,
And into glory peep.

If a star were confin'd into a tomb,
Her captive flames must needs burn there;
But when the hand that lock'd her up gives room,
She'll shine through all the sphere.

O Father of eternal life, and all
Created glories under Thee!
Resume Thy spirit from this world of thrall
Into true liberty.

Either disperse these mists, which blot and fill
My perspective still as they pass:
Or else remove me hence unto that hill,
Where I shall need no glass.



środa, 13 maja 2009

Podarek na 30-te urodziny


Stało się. Właśnie stuknęła mi "trzydziestka". Z tej okazji postanowiłem zrobić sobie prezent. Wiersz mojej przyjaciółki (z tomu "Podarki"):

Biały wiersz
Aleksandra Dąbrowska (po mężu Friedl)

dni podchodzą
do mojego łóżka
stoją wyblakłe
skupione

trzymają naręcza kwitnącej jabłoni
kiwają głowami
przychodzą tak cicho
i jeszcze ciszej odchodzą
(może to mgła wytłumia ich kroki?)

przedzierzgają się w krótkie noce

idą idą tłumnie
po dwa
po trzy
czwórkami
wiją się białą wstęgą

koniuszek
który trzymam w ręce
to jakieś pięć sześć dni
do tygodnia
- nie więcej


sobota, 11 kwietnia 2009

Zamiast kartki wielkanocnej


JOHN DONNE

Sonet X

Śmierci, próżno się pysznisz; cóż, że wszędy słynie
Potęga twa i groza; licha w tobie siła,
Skoro ci, których - myślisz - jużeś powaliła,

Nie umrą, biedna Śmierci; mnie też to ominie.


Już sen, który jest twoim obrazem jedynie,
Jakże miły: tym bardziej więc musisz być miła,
Aby ciała spoczynek, ulgą duszy była
Przynętą, która łudzi, wabi w twe pustynie.

Losu, przypadku, królów, desperatów sługo,
Posłuszna jesteś wojnie, truciźnie, chorobie;

Łatwiej w maku czy w czarach sen znaleźć niż w tobie


I w twych ciosach; więc czemu puszysz się aż tak długo?
Ze snu krótkiego zbudzi się dusza człowieka

W wieczność, gdzie Śmierci nie ma; Śmierci, śmierć cię czeka.


(tłum. Stanisław Barańczak)

Piero Della Francesca, Zmartwychwstanie, 1463-65 r.
Malowidło naścienne, fresk, tempera, 225 x 200 cm
Pinacoteca Comunale, Sansepolcro, Włochy


I jeszcze oryginał oraz inne tłumaczenie:

JOHN DONNE
Sonnet X

Death, be not proud, though some have called thee
Mighty and dreadful, for, though art not soe,

For, those, whom you think'st, thou dost overthrow,

Die not, poor death, nor yet canst thou kill me.

From rest and sleepe, which but thy pictures bee,

Much pleasure, then from thee, much more must flow,

And soonest our best men with thee doe goe,
Rest of their bones, and soules deliverie.

Thou art slave to Fate, Chance, kings, and desperate men,

And dost with poyson, warre and sicknesse dwell,

And poppie, or charme can make us sleepe as well,

And better than thy stroake; why swell'st thou then?
One short sleep past, wee wake eternally,
And death shall be no more; death, thou shall die.



Sonet X
Śmierci, zbądź dumy, choć cię nazywali
Straszną potęgą, bo nie jesteś taka;

Ci, których, myślisz, siłą swą przewracasz

Nie umrą, biedna, i mnie nie powalisz.

Ze snu, spoczynku, twych obrazów, wiele

Rozkoszy, z ciebie więcej płynąć musi,

Szybko za tobą idą dzielni ludzie,
Spoczynek kości i ich dusz zbawienie.

Tyś niewolnicą przypadku i władzy,
Mieszkasz z trucizną, wojną i chorobą,

Opium i czary łatwo sen dać mogą,
Lepiej niż cios twój; nadymasz się dalej?

Po krótkim spaniu wiecznie się budzimy

I śmierci już nie będzie; śmierci, pomrzesz.


(tłum. Jacek Spólny)

Żołnierze i niewiasty czuwające u grobu, 420-430 r.
kwatera plakietki, płaskorzeźba w kości słoniowej, 75 x 99 mm,
British Museum, Londyn, Wielka Brytania