Na początku tego roku w środowisku blogerów książkowych powstała idea nagrody przyznawanej najciekawszym książkom. Siłą sprawczą i napędową całej sprawy była przede wszystkim
Agnieszka z bloga
Życiowa pasja bibliofila. Idea ruszyła z kopyta i rozgorzała gorąca dyskusja na stworzonym specjalnie w tym celu
forum. Dołączyłem niezwłocznie, jak tylko usłyszałem o tej inicjatywie - byłem naprawdę podekscytowany projektem. Dyskusjom nie było końca. Niestety w pewnym momencie ruch na forum ustał i wszystko ucichło. Co jakiś czas tam zaglądałem, ale gdy na stronie zaczął dominować spam, uroniłem łezkę, stwierdzając, że sprawa póki co umarła śmiercią naturalną. Nieświadomy byłem tego, że było wręcz przeciwnie - wyłoniła się ścisła grupa organizatorów, wybrano ostatecznie nazwę nagrody -
Złota Zakładka (która zresztą mi się podoba), ustalono ostatecznie konkretne kategorie, o których tak zawzięcie dyskutowaliśmy na forum, wreszcie utworzono regulamin i
stronę internetową przedsięwzięcia. Nic o tym nie wiedziałem z tej prostej przyczyny, że jakimś dziwnym trafem nie dotarł do mnie mail informujący o tych krokach. Nic to. Najważniejsze, że sprawa się rozwinęła - i to ponad pierwotne oczekiwania, bo okazało się, że jednym z partnerów nagrody zostały
Targi Książki w Katowicach, podczas których mają być ogłoszone wyniki.

Pełen radości i zapału zacząłem już układać listę nominacji, gdy okazało się, że... nie mogę wziąć udziału w głosowaniu. Regulamin został bowiem tak skonstruowany, że nominować książki i głosować na nie mogą tylko ci blogerzy, których blog w momencie otwarcia naboru nominacji (a więc 1 sierpnia 2011) funkcjonuje od 6 miesięcy i opublikował przez poprzedzający rok co najmniej dwanaście recenzji. Okazało się, że nie spełniam tego drugiego warunku. Nie zamieściłem na bric-à-brac aż 12 recenzji książkowych od sierpnia 2010 (jest ich coś ok. dziewięciu plus inne posty w kategorii książki: różne stosiki itp.). Mam za swoje. Dostało mi się za to, że niezbyt często tu piszę oraz za to, że nie publikuję więcej recenzji książkowych (choć w 2010 r. przeczytałem ponad 80 pozycji).
Nie dawałem jednak za wygraną, próbując uprosić zakwalifikowanie mnie do udziału w plebiscycie. Miałem nadzieję, że może poczytane mi zostanie to, iż prawie od początku brałem udział w dyskusjach i pragnąłem czynnie włączyć się w realizację pomysłu. Jako dodatkowy argument wskazałem jeszcze swoje opinie o książkach, jakie
publikuję w serwisie Lubimy Czytać, a których nie umieszczam tutaj, bo są zbyt krótkie na samodzielny post. Niestety nic to nie dało - organizatorzy postanowili być twardzi i
"nie adaptować regulaminu do próśb". No, cóż - trudno. Pewnie tak trzeba. Nie ukrywam, że mi przykro i pozostał żal. A listę swoich nominacji mogę już wyrzucić do kosza.
Dobrym owocem tego wszystkiego będzie być może to, że wezmę się bardziej za siebie i zacznę pisać więcej recenzji książkowych. Na dobry początek postanowiłem zamieszczać w moim
bric-à-brac opinie z
LubimyCzytac.pl. Raz na jakiś czas spodziewajcie się więc tutaj zbiorczych sprawozdań przynajmniej z niektórych moich lektur. Oto pierwsze z nich - kilka pozycji spośród przeczytanych przeze mnie w ostatnich dwóch miesiącach (z ocenami w skali od 1 do 6).
Ze specjalną dedykacją dla ekipy Złotej Zakładki. A tak swoją drogą, to ciekawe, czy policzą je jako oddzielne recenzje?
***
Umberto Eco, Historia piękna (Rebis, 2005) - Rozczarowała mnie ta książka. Jest zbyt powierzchowna, by traktować ją jako dzieło z pewnymi ambicjami, a jednocześnie zbyt zagmatwana i pisana zbyt trudnym językiem, by uznać ją za rzecz czysto popularyzatorską (choć niekiedy odnosiłem wrażenie, że to raczej wina polskiego tłumaczenia). Oto mała próbka:
"Wobec przytłaczającej atmosfery świata przemysłowego, rozrastania się metropolii, przez które przewalały się ogromne i anonimowe tłumy, powstawania nowych klas o potrzebach z pewnością innych niż estetyczne, artysta czuł się urażony formą nowych maszyn, afiszujących się czystą funkcjonalnością i nowymi materiałami, i - zagrożony w swoich ideałach - idee demokratyczne, które stopniowo torowały sobie drogę, uważał za wrogie; dlatego postanowił się stać odmieńcem" (s. 329).
Czy to jest w ogóle po polsku?
Dużym atutem tej publikacji jest świetnie dobrany, nieoczywisty i bardzo obfity materiał ikonograficzny - w dodatku w znakomitych reprodukcjach. Cieszą też liczne wypisy ze źródeł literackich - choć nie ułatwiają one bynajmniej lektury. Te dwa elementy sprawiają, że podwyższam nieco ocenę.
Jest to książka na wskroś postmodernistyczna. Wenus Tycjana obok Lilith Rossettiego i Anity Ekberg z 8 i pół Felliniego; rzeźby antyczne obok miniatur średniowiecznych i kadrów z komiksów. Teksty biblijne obok traktatów oświeceniowych i poezji modernistycznej. Wszystko miesza się tu ze sobą - choć nie bez pewnego zamysłu. Książka niewątpliwie oryginalna, odważna i na swój sposób fascynująca. I jak każda tego typu pozycja - wśród wielu osób może wzbudzić opór. Mnie sama idea się podoba, ale jej realizacja pozostawia już sporo do życzenia. Ocena: 3, 5.
Praca zbiorowa pod red. Piotra Mareckiego i Agnieszki Wiśniewskiej, Kino Polskie 1989-2009. Historia krytyczna (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2010)
- Dlaczego o (pop)kulturze i sztuce pisać świeżo, z pazurem i piekielnie inteligentnie potrafią tylko autorzy ze środowiska Krytyki Politycznej? Czy dlatego, że
"nieaspirujący do grona poważnych recenzentów mają łatwiej" (s. 217)? A może dlatego, że jako jedni z niewielu są w stanie dostrzec, że te dziedziny także dzisiaj mogą mieć widoczny skutek społeczny; że ze sztuką nie tylko warto, ale da się dyskutować; że nie jest ona tak do końca autonomiczna względem takich dyskursów stwarzających rzeczywistość, jak nauka, wiedza, polityka i religia (s. 213)?
Ocena: 5.

Seamus Heaney, Przejrzysta pogoda. Wiersze wybrane (Znak, 2009) - Nie jest to prosta poezja - ona wymaga wysiłku, zmagania z materią języka. Pełna nostalgii, a nawet melancholii, pełnymi garściami czerpie z obrazów pamięci, dopuszcza do głosu duchy zmarłych. Żywi się nie tylko wspomnieniem, ale i mitem, literaturą, historią, naturą. Potrafi porwać i wzruszyć, zachwycić i dać do myślenia. A niekiedy pozostawia bezradnym. Nie jest to prosta poezja. To poezja wielka. Ocena: 5, 5.

Marcin Szczygielski, Berek (Latarnik, 2007) - Pewnie nigdy nie sięgnąłbym po tę książkę, gdyby nie to, że wpadła mi w ręce zupełnie przez przypadek w miejscu i czasie, gdy nic ciekawszego na podorędziu nie miałem. A że czyta się szybko - błyskawicznie się z nią uporałem. Jest to właśnie takie czytadło do szybkiej, jednorazowej konsumpcji. Książka o spotkaniu młodego i bogatego geja ze złośliwym, starszym "moherem". Niestety bardzo jednostronna, mało prawdopodobna psychologicznie i niedopracowana - przydałby się dokładniejszy research środowiska katolickiego, bo tutaj to same schematy i stereotypy, nie do końca trzymające się kupy, parę "wpadek" np. na temat liturgii katolickiej etc. Na dodatek powieść zbyt słodka, jak na mój gust. Ocena: 2, 5.

Andrzej Szczeklik, Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny (Znak, 2007) - Nie sądziłem, że spodoba mi się ta książka. Nigdy nie interesowała mnie tematyka medyczna, a wręcz zawsze od niej stroniłem. Ten pięknie wydany tom wpadł mi w ręce trochę przez przypadek i skusiłem się ze względu na piękne reprodukcje dzieł sztuki, jakie znalazłem wewnątrz. Medycynę zawsze kojarzyłem z naukami empirycznymi, szczegółowymi, tymczasem w esejach Szczeklika jawi się ona jako dziedzina w pełni humanistyczna - którą przecież jest par excellence. Kore podaje mnóstwo rzetelnych informacji i ciekawostek związanych z tematyką medyczną (także z historii medycyny - co było dla mnie wyjątkowo ciekawe). Nie stroni jednocześnie od odwołań do mitów, literatury, religii, filozofii, antropologii etc. Nadzwyczaj ciekawa i zupełnie dla mnie nowa perspektywa w tej dziedzinie. Polecam. A sam zabiorę się zapewne za wcześniejsze Katharsis tegoż autora. Ocena: 5.