piątek, 7 sierpnia 2009

Magnificent U2 - Live in Chorzów


Moja obecność na koncercie U2 w Chorzowie niemal do ostatniego dnia wisiała na włosku - chociaż bilety kupiłem w pierwszych minutach po rozpoczęciu sprzedaży. Udało się jednak pojechać i dzisiaj, gdy już odrobinę opadły emocje, mogę napisać parę słów o tym, jak było.

Był to inny koncert niż ten sprzed czterech lat, z trasy Vertigo. Tamten w większym stopniu oddziałał na mnie emocjonalnie, miał też w sobie więcej treści społeczno-politycznej, która od lat jest jedną z rozpoznawalnych cech U2. I chociaż nie obyło się bez tego i w tym roku, to jednak tym razem akcent postawiony został na wielkie show.


Stadion Śląski sprawiał wrażenie, jakby wylądował na nim wielki statek kosmiczny, podobny do pająka, który rozczapierzył swe odnóża nad tłumem ludzi. Tak właśnie wyglądała ta słynna już, wyjątkowa, okrągła scena, o wysokości ponad 40 metrów.


Najbardziej przykuwał wzrok wielki cylindryczny ekran, który - jak się okazało - potrafił wyczyniać różne cudeńka (np. rozrastać się i kurczyć, a także zmieniać swoje położenie). Zresztą cała ta "stacja kosmiczna" miała w zanadrzu wiele różnych sztuczek: dymiła, poruszała niektórymi elementami, wreszcie iskrzyła się feerią świateł.


To była jednak tylko efektowna oprawa. Najważniejsza była muzyka i to, co się działo w jej rytmie. Koncert rozpoczęła seria piosenek z ostatniej płyty No Line on the Horizon - w tym świetne Breathe i Magnificent. Stadion zalała fala dźwięku - tłum szalał. Na dobre jednak wszyscy dali się porwać przy Elevation - ten utwór jest niezastąpiony na koncertach: rozrusza każdego. I właśnie wtedy, gdy publiczność była niemal u szczytu ekstazy, nadszedł tak długo wyczekiwany moment. Pierwsze charakterystyczne dźwięki New Year's Day sprawiły, że cały stadion stał się biało-czerwony. Tym razem chyba każdy obecny machał czymś w odpowiednim kolorze, a wszystko było świetnie widoczne w 360 stopniach.





Też dałem się porwać tej chwili i też łzy płynęły mi po policzkach, mimo że wcześniej nie do końca byłem przekonany do tego pomysłu. Podobał mi się on za pierwszym razem - było to coś spontanicznego, nowego, zaskakującego. Teraz to trochę takie "odgrzewane kotlety", o których wiedzieli wszyscy dużo wcześniej, włączając w to zespół. Szczerze mówiąc miałem nadzieję, że zrobimy jakiś inny gest dla grupy (np. cały stadion zielony podczas Sunday, Bloody Sunday), ale ta patriotyczna idea zwyciężyła. To nic. I tak było pięknie. Polacy po raz kolejny udowodnili, że są świetni, jeśli chodzi o tłumne i masowe podbijanie swoich własnych bębenków.

Gorzej, jeśli chodzi o solidarność z innymi. Pomimo wyraźnego apelu i prośby Bono, mało kto wyciągnął lub założył na twarz rozdawaną przed koncertem maskę z twarzą Aung San Suu Kyi, co miało być wyrazem naszego wsparcia i jedności dla Birmy podczas utworu Walk On. Tego Polacy już nie bardzo czuli. Jeszcze daleko nam do prawdziwej otwartości umysłów i solidarności, która potrafi spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa.

Piękny prezent zrobił nam za to Bono podczas utworu One. Na prośbę lidera cały stadion przemienił się w błyskającą tysiącami gwiazd drogę mleczną otaczającą ten statek kosmiczny, pod księżycem w pełni. Po prostu kosmos! Piękna, niezapomniana chwila! Dziękujemy Bono! Także za wszystkie cudowne i ważne słowa, jakie do nas skierowałeś - nie tylko po angielsku, ale nawet w naszym trudnym języku.





Takich niezapomnianych momentów było podczas tego koncertu sporo: życzenia urodzinowe dla The Edge'a (nie obyło się bez szampana), Bono klęczący na scenie i żegnający się znakiem krzyża (porywające wykonanie piosenki Moment of Surrender - dedykowana tu Janowi Pawłowi... 23-mu :D ), rewelacyjny, hipnotyczny i psychodeliczny remix I'll Go Crazy If I Don't Go Crazy Tonight (o wiele lepszy niż oryginał z płyty), młodzi ludzie na scenie podczas Walk On, zabawne i genialne w swej prostocie karaoke podczas Unknown Caller...

We wszystkich tych momentach publiczność reagowała żywiołowo i naprawdę w porządku. Czuć było w powietrzu, że coś zaiskrzyło między wszystkimi zebranymi w tym miejscu. Gdy chłopaki z U2 schodzili ze sceny, widać było, że są podekscytowani, zadowoleni i rozpromienieni.


Jeśli o mnie chodzi - też pełna satysfakcja. Zapewne większy sentyment zostanie mi do poprzedniego koncertu, który przeżyłem silniej. Jednak i ten pozostanie w mojej pamięci na zawsze jako jedna z piękniejszych chwil mojego życia.



Setlista:
Breathe
No Line On The Horizon
Get On Your Boots
Magnificent
Beautiful Day
Elevation
New Year's Day
I Still Haven't Found What I'm Looking For / Stand By Me (snippet)
Stuck In A Moment You Can't Get Out Of
Unknown Caller
The Unforgettable Fire
City Of Blinding Lights / Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (snippet)
Birthday (snippet) / Vertigo
I'll Go Crazy If I Don't Go Crazy Tonight (
Redanka Kick the Darkness Remix)/ Two Tribes (snippet)
Sunday Bloody Sunday / Rock The Casbah (snippet)
Pride (In The Name Of Love)
MLK/ Walk On / You'll Never Walk Alone (snippet)
Where The Streets Have No Name / The Whole Of The Moon (snippet)
One
--------
Ultraviolet
With Or Without You
Moment of Surrender

5 komentarzy:

  1. Bono sie niezle trzyma :)

    Co do solidarnosci wobec Birmy, tutaj mnie zaskoczyles. Polacy maja przeciez dluga historie politycznych zrwywow przeciw komus/czemus. Moze to jednak nie sprawdza sie w rozrywce?

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście, biliśmy się w historii "za wolność waszą i naszą", ale odnoszę wrażenie, że zwykle kryły się za tym jakieś sympatie związane albo z interesem własnym (np. odzyskanie suwerenności itp.), albo ze wspólnotą doświadczeń (np. ostatnio podczas Pomarańczowej Rewolucji jednoczyliśmy się z Ukraińcami bardziej przeciwko Rosji niż dla nich samych - "nic nie łączy bardziej niż wspólny wróg"). Nie wiem, może to tylko mój pesymizm i brak patriotyzmu. Zbyt jestem jednak wyczulony na uprzedzenia, które są tak żywe w naszym społeczeństwie. Oczywiście, nie sprawdza się to wobec każdego, ale odnoszę wrażenie, że wobec większości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech zazdroszcze ci tego koncertu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fakt - jest czego. :)
    A ja już odliczam dni do kolejnego koncertu Tori Amos w październiku. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwaga! Uwaga! Ważna wiadomość. I tym razem będzie zrobione przez fanów DVD z koncertu! Zapowiada się rewelacyjnie. Tu znajdziecie N I E S A M O W I T Y zwiastun:

    http://www.youtube.com/watch?v=jWkr0JqW7wo&feature=player_embedded

    OdpowiedzUsuń