czwartek, 5 stycznia 2012

Remanent 2011 - książki


W 2011 r. przeczytałem 89 książek - z czego aż 26 powieści i tomów opowiadań (czyli jak na mnie całkiem sporo). Autorów polskich i zagranicznych było praktycznie pół na pół, ale tylko 7 książek przeczytałem w języku angielskim. Z zainteresowaniem zauważyłem, że czytałem w tym roku sporo nowości. Tomów poezji i dramatów było 11, ale wśród nich publikacje zbierające wszystkie tomy wierszy danego autora (np. Miłosz i Tkaczyszyn-Dycki), tak więc de facto było ich o wiele więcej. Zresztą to był świetny rok dla tych, którzy tak jak ja lubią kupować wydania zbiorcze poetów: takie tomy wydali m.in. Marcin Świetlicki i Urszula Kozioł, a nie można też zapomnieć o Wierszach rozproszonych Herberta. Komiksów i książek obrazkowych przeczytałem 16. Największy mój wstyd (i w gruncie rzeczy zaskoczenie nawet dla mnie), to fakt, że w tym roku przeczytałem wyjątkowo mało książek z historii sztuki - tylko 9. W tym roku zamierzam się poprawić i to będzie moje najważniejsze postanowienie czytelnicze na rok 2012.

W roku tym bardzo ucieszyło mnie wiele wznowień albo nowych przekładów: zwłaszcza tom Samuela Becketta No właśnie co, ale też Konstantinosa Kawafisa i Czesława Miłosza. No właśnie! Miłosz! To był zaiste jego rok. Sporo nowych wydań książek jego autorstwa (o które dotychczas trudno było w księgarniach), a także opracowań jego twórczości - zwłaszcza bardzo potrzebne wznowienia książek Jana Błońskiego i Aleksandra Fiuta. Jednak zdecydowanie wydarzeniem roku była fenomenalna biografia poety od Andrzeja Franaszka. Ja uczciłem Miłosza lekturą właśnie tej biografii, a także Wierszy wszystkich, Doliny Issy, Świadectwa poezji, Pieska przydrożnego, a także dwóch publikacji o związkach jego twórczości z religią (dosyć słaba rozmowa z ks. Szymikiem, i dużo lepsza, ale też nie w pełni satysfakcjonująca Miłosz w krainie odczarowanej Łukasza Tischnera). Nie żegnam się jednak z Miłoszem wraz z odejściem roku 2011. Mam zamiar przeczytać w nadchodzących miesiącach Rodzinną Europę i być może wyżej wspomniane książki Fiuta i Błońskiego.

Wystarczy tych statystyk i ogólnych refleksji. Nadszedł ten jakże trudny moment wyboru najlepszych. Oczywiście ułatwiam sobie sytuację i wybieram tytuły według różnych kategorii - czasem dość szczegółowych. 

Najtrudniej wybrać mi powieść roku (zagraniczną). Na zaszczyty zasługuje zarówno Cormac McCarthy (W ciemność, Suttree), jak i Michel Houellebecq (Mapa i terytorium). Zwycięzcą zostaje jednak Jonathan Franzen i Wolność. Nie spodziewałem się takiego finału, ale jednak ta pozycja zapadła mi najbardziej w pamięć i najbardziej poruszyła. Poza tym czyta się ją znakomicie.

Ale żeby nie było tak łatwo - polską powieścią roku zostaje Saturn Jacka Dehnela. Niezwykle frapująca i sugestywnie opowiedziana historia o mężczyznach z rodziny Goya (jak głosi podtytuł). Nawet, gdyby ta historia nie była prawdziwa, należałoby ją wymyślić. 

To nowości z 2011 r. Natomiast najlepszą powieścią wydaną wcześniej, a w tym roku przeze mnie przeczytaną zostaje słynne Opętanie A. S. Byatt. Czy jest wśród Was ktoś taki, kto jeszcze jej nie czytał?

Najlepszą polską książką non-fiction zostaje nie Mariusz Szczygieł (Zrób sobie raj), ale bezdyskusyjnie Miłosz. Biografia Andrzeja Franaszka.
Najlepsza zagraniczna książka non-fiction to zdecydowanie Listy z podróży Karela Čapka.

W tym roku przeczytałem 9 książek o tematyce religijnej (tak różnych autorów, jak ks. Tomas Halik, Leszek Kołakowski, Szymon Hołownia i... Benedykt XVI) i najlepszą spośród nich był Teatr dla Aniołów Tomasa Halika. Jest to zresztą jedna z najlepszych jego książek w ogóle.

Ciężko wybrać najlepszych w kategorii poezja i dramat, skoro wśród moich lektur znalazły się utwory tak wielkich autorów, jak Seamus Heaney, Konstantinos Kawafis, czy Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Zwycięzcą zostają jednak Wiersze wszystkie Czesława Miłosza oraz No właśnie co Samuela Becketta.

Najlepsza książką nie przetłumaczona jeszcze na polski, jaką w tym roku przeczytałem zostaje Just Kids Patti Smith.

Wśród komiksów i książek dla dzieci zwyciężają tradycyjnie Fistaszki zebrane (w tym roku otrzymaliśmy aż dwa kolejne tomy!).

A największe rozczarowanie? Uwaga, uwaga: Korekty Jonathana Franzena (a więc autora, którego inna książka została przeze mnie wybrana powieścią roku!). Rozczarował mnie też Cmentarz w Pradze Umberto Eco - nie dlatego, że jest to zła książka (bo jest całkiem dobra), ale dlatego, że moje oczekiwania były o wiele większe i nie zostały spełnione.

To pewnie tyle. Przed nami kolejne miesiące lektur - już się na nie cieszę i życzę wszystkim jak najwięcej pozytywnych czytelniczych doświadczeń.


13 komentarzy:

  1. Opętanie dopiero niedawno nabyłam i jeszcze nie czytałam:) Cmentarz w Pradze również mnie rozczarował, ale ja takich książek nie lubię.Becetta zamierzam zdobyć:)
    bardzo fajne podsumowanie:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Po "Opętanie" naprawdę warto sięgnąć - dobrze więc, że masz ją u siebie. Beckett jak wiadomo nie jest łatwym autorem, ale to prawdziwy geniusz - bez względu na to, czy pisze dramat, poezję, czy prozę (a wszystkie te gatunki znajdziesz w zbiorze "No właśnie co").
    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Intrygujące podsumowanie. Na "Mapę i terytorium" się cieszę bardzo i już za kilka dni zamierzam zacząć. No chyba, że wcześniej znajdę "Opętanie" :)Dziękuję, że wspomniałeś o tej książce, pewnie bym sama na nią nie trafiła. Wszystkiego dobrego na ten Nowy Rok!

    OdpowiedzUsuń
  4. Franaszek o Miłoszu tylko dla bardzo zainteresowanych Miłoszem. Strasznie szczegółówy (taka powinna być biografia), solidny, ale przyjemność czytania mała.
    Cmentarz w Pradze - byłem zażenowany poziomem, brakiem wdzięku i talentu tak wielkiego pisarza.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Virginia: "Opętanie" zostało niedawno wznowione i można stosunkowo łatwo kupić. Jeszcze jakiś rok temu był to biały kruk, za którego trzeba było zapłacić niemało na allegro - jeśli w ogóle się tam pojawił. Dziwne, że o tej książce nie słyszałaś - swego czasu było o niej głośno w książkowej blogosferze (i nie tylko). A "Mapa i terytorium" znakomita. Życzę niezapomnianej lektury!

    @Anonimowy: Nie zgadzam się z Tobą co do biografii Miłosza. Rzecz czyta się wyśmienicie i wcale nie sądzę, by była zbyt szczegółowa. Miejscami miałem wręcz niedosyt. Co do "Cmentarza..." z grubsza się zgadzam z Twoją opinią. Dzięki za ujawnienie swoich.

    OdpowiedzUsuń
  6. Opętanie nie ma sobie równych, takie mam wrzenie nawet po dwoch latach od przeczytania tej książki. A z Franzenem to mi na mieszałeś, bo po Korektach, niedokończonych zresztą, powiedziałam nigdy więcej. Tymczasem mówisz e faktycznie Korekty ble, ale Wolność dobra. Kupna jednak nie zaryzykuje na pewno poczekam aż się zjawi w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej ;) Blog świetny, dodałam do obserwowanych ;) Pozdrawiam, jeśli chcesz, wpadnij do mnie, dopiero zaczynam, ale możesz zamieścić swoją opinię, sugestie.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. @pe: Warto dać szansę Franzenowi, bo Wolność jest o niebo lepsza od Korekt. Ale na wszelki wypadek może rzeczywiście lepiej poczekać na wydanie biblioteczne.

    @The Only One: Bardzo mi miło. Będę do Ciebie zaglądał, choć nie ukrywam, że wolę posty innego rodzaju, niż proza powieściowa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam większość wymienionych pozycji, w tym Capka dzięki Twojej recenzji a Franaszka poza kolejnością, również zachęcona Twoją opinią. Uważam, że Miłosz to książka nie tylko dla miłośników jego poezji, mnóstwo informacji o ludziach, historii, kulturze, świetnie się czyta.
    Nie znam książki Dehnela, o której wspominasz. Odkładam na na razie na półkę Korekty, po które miałam zamiar sięgnąć po świetnej Wolności.
    Ostatni Houellebecq podobał mi się bardziej niż poprzednie jego książki.
    Z pewnością sięgnę po "Teatr dla aniołów" .
    Dla mnie odkryciem ubiegłego roku była Alice Munro i jej opowiadania (cztery książki). Czytałam na blogach książkowych, że nudne i rozczarowują ale ja mam zupełnie odmienną opinię. Dla mnie niespieszne, pozornie zwyczajne historie, takie trochę w starym stylu, budzą emocje, refleksje i pozostają w pamięci. Zuza

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam za czytanie Ratzingera. Mnie nawet jakby kołem łamano, to bym nie przeczytała. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. @Zuza: Bardzo się cieszę, że moje opinie na coś się przydały. Pochlebia mi, że się nimi kierujesz w doborze lektur. :) Do Alice Munro przymierzam się już od dawna - dwie jej książki kupiłem w ciemno, a pozostałe sprawię sobie, jeśli one mi się spodobają. Muszę się w końcu za nie zabrać. Dzięki za przypomnienie - może się w końcu zmobilizuję. :)

    @JM: Nie taki diabeł straszny (a raczej papież). Skąd to uprzedzenie do niego? Próbowałaś kiedyś coś jego przeczytać? Odsyłam Cię do mojej notki - zerknij na parę cytatów, które wybrałem, mogą Cię zaskoczyć: http://bryka-brak.blogspot.com/2011/04/benedykt-xvi-raz-jeszcze.html

    PS Nie wiem dlaczego teraz komentarze wyglądają tak okropnie. Chciałem coś z tym zrobić, ale nie potrafię. Będę jeszcze próbował.

    OdpowiedzUsuń
  12. Z książek religijnych w ubiegłym roku przeczytałem bodajże 5. Zdecydowanie najlepsza był "Polski rachunek sumienia z Jana Pawła II" Zbigniewa Nosowskiego. Napisana prosto i zrozumiała dla każdego. Moim zdaniem rewelacyjny przewodnik współczesnego chrześcijanina. Odnoszę wrażenie, ze książka została jakoś przemilczana na rynku wydawniczym.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię Zbigniewa Nosowskiego - to naprawdę mądry człowiek. Dziękuję, że zwróciłeś mi uwagę na tę pozycję - postaram się ją poszukać. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

    OdpowiedzUsuń