Podobno w Rzymie jest prawie 500 kościołów. Spośród tych, które widziałem w mijającym tygodniu, chciałbym zwrócić szczególną uwagę na następujące:
- S. Croce in Gerusalemme oraz S. Maria Maddalena - jak dla mnie jedne z piękniejszych fasad w Rzymie (choć rozumiem, że niektórzy mogą kręcić nosami - zwłaszcza na tę drugą). Obie z pierwszej połowy XVIII wieku, znakomite przykłady rzymskiego rokoka z wyraźnym wpływem architektury Borrominiego. Pewnie dlatego tak mi się podobają. :)
- S. Clemente - to już nie miejsce sakralne, ale muzeum, z kasami i tabliczkami z zakazem fotografowania porozstawianymi co dwa kroki. Warto tu zaglądnąć, aby wyraźnie zobaczyć, jak w Wiecznym Mieście narastały na sobie kolejne epoki i cywilizacje. Sam kościół jest w głównej mierze dziełem późno-średniowiecznym, z dodatkami barokowymi (m. in. fasada i wieża). Pod nim znajdują się jednak dwa poziomy, które można dobrze obejrzeć: wczesnochrześcijańska bazylika, a pod nią antyczne domostwa i Mitreum, czyli rodzaj świątyni poświęcony wschodniemu kultowi Mitry, w pewnym czasie mocno rozpowszechnionemu w Rzymie (por. przedstawienia człowieka we frygijskiej czapce zabijającego byka). Bardzo ciekawa wizyta.
- S. Stefano Rotondo - wyjątkowy, starożytny kościół: taka bazylika obrócona wokół własnej osi, bazylika na planie centralnym. Robi duże wrażenie, i to w zasadzie samą architekturą, gdyż jest bardzo surowy i niemal pozbawiony ozdób (nie licząc dużo późniejszych, wyblakłych fresków).
- S. Ignazio di Loyola - jeśli chcesz zobaczyć na czym polegała kontrreformacja i poczuć jej ducha, musisz odwiedzić ten olbrzymi jezuicki kościół. Chyba żadna świątynia nie wprowadziła mnie w stan takiego oszołomienia z domieszką zachwytu i trwogi, jak kościół św. Ignacego Loyoli. Doprawdy fascinosum et tremendum. Nawet kolosalna bazylika św. Piotra, dzięki swym przemyślanym proporcjom, nie przytłacza tak, jak ten kościół z jego przestrzenią, bogatymi i licznymi kaplicami i ołtarzami, a nade wszystko monumentalnymi freskami Andrea Pozzo. Tryumfalna apoteoza wiary. Patrz i drżyj! Oto jedyny, prawdziwy Kościół katolicki!
PS. Przed kościołem niewielki, ale bardzo ładny plac św. Ignacego o teatralnym wręcz układzie (Najlepiej prezentuje się sprzed drzwi wejściowych do kościoła. Niestety mój aparat nie objął go w całości, więc fotki nie będzie. Zamiast tego ściągnięta z sieci prezentująca fresk sklepienia nawy głównej).

- S. Agostino - bazylika św. Augustyna nie jest specjalnie oblegana przez turystów, chcociaż położony jest tuż obok Piazza Navona. Częściej zaglądają tu pobożni Rzymianie i pielgrzymi, aby pomodlić się przy relikwiach św. Moniki lub przy słynnej figurze Madonny del Parto Jakuba Sansovino, której ciężarne kobiety zawierzają swoje nienarodzone jeszcze dzieci i sam nadchodzący poród. Rzeczywiście, nie znajdziemy tu zbyt wiele słynnych dzieł sztuki: "zaledwie" jeden fresk Rafaela (prorok Jeremiasz na filarze) i jeden Caravaggio czyli Madonna z Loreto (tzw. Madonna Pielgrzymów), co nie jest tak wiele, zważywszy na to, że nieopodal znajduje się kościół S. Luigi dei Francesi z cyklem trzech wyśmienitych obrazów ze scenami z życia św. Mateusza. Kościół św. Augustyna ma za to mnóstwo obrazów, rzeźb, ołtarzy, nagrobków i płaskorzeźb na bardzo przyzwoitym poziomie. Sprawiło mi dużo radości obcowanie ze znakomitymi i niejednokrotnie zaskakującymi dziełami, które nie są znane, a za to pozwalają docenić kunszt tych mniejszych, nie tak słynnych artystów. W tym kościele trudno byłoby znaleźć kicz lub słabą artystyczną robotę, które - o dziwo - można znaleźć nawet w niektórych słynnych kościołach Rzymu.
- S. Francesco a Ripa - jedna z wielu świątyń na malowniczym Zatybrzu (które przypominało mi bardzo paryski Montmarte). W kościele tym najbardziej podobały mi się rzeźby. Przede wszystkim słynny nagrobek bł. Ludovici Albertoni Berniniego, a także skrzydlate kościotrupy w dwu innych.
- S. Ivo alla Sapienza - na koniec zostawiłem jeden z najpiękniejszych i najwspanialszych kościołów, jakie widziałem w życiu. Trudno się tam dostać (budynek jest dostępny dla zwiedzających tylko przez dwie godziny w tygodniu), ale warto się tam udać w wyznaczonym czasie. Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni dziedzińca uniwersytetu La Sapienza znajduje się to arcydzieło architektury, jedno z największych dokonań Francesco Borrominiego. To kościół, który działa w zasadzie mocą samej tylko architektury. Pozbawiony jest niemal obrazów, rzeźb i dekoracji. Zawiera w sobie jednak głęboką symbolikę. Od nietypowego planu (opartego na gwieździe Dawida), poprzez wzór na posadzce, skąpe elementy dekoracyjne aż po jedyną w swoim rodzaju kopułę i latarnię w formie korony, cały głosi chwałę Bożej Mądrości i jest jej apoteozą (a także trzech kolejnych papieży). Jest także najlepszym dowodem na to, że barok wcale nie polega na złoceniach, polichromii i bogactwie zdobień, które to przekonanie wciąż pokutuje w potocznym rozumieniu. Cudowna budowla, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia, jeszcze z fotografii i wykładów na uczelni. Teraz miałem to szczęście, by skonfrontować moją miłość z rzeczywistością. Rzeczywistość wyszła oczywiście z tej konfrontacji obronną ręką, a miłość tylko się utwierdziła. :)
Chciałoby się jeszcze napisać o takich kościołach, jak np. S. Sabina, S. Lorenzo fuori le mura, S. Cecilia in Trastevere, S. Pietro in Montorio, S. Agnese in Agone i wielu innych. Ale jak mówi mądre przysłowie: "Co za dużo, to nie zdrowo". Włosi mają na to jedno bardzo użyteczne słowo: Basta!



