Wakacje w pełni, a ja - jak nigdy - nie mam jeszcze zbyt wielu planów wyjazdowych tego lata. Dlatego chciałbym opisać wreszcie swoje wrażenia z majowej wizyty w stolicy Litwy. A są one naprawdę pozytywne. Odkąd mogłem odwiedzić to niesamowite miasto, zaliczam je do moich ulubionych. Co mnie tak urzekło?
Jedna z ulic w centrum
Najpierw zabytki czyli w głównej mierze liczne kościoły. Wiadomo - jeśli Wilno, to przede wszystkim barok i klasycyzm, i to na najwyższym światowym poziomie. To właśnie tutaj znalazłem jedną z najcudowniejszych fasad kościelnych świata. Pełna lekkości i finezji, perfekcyjna w proporcjach fasada kościoła Misjonarzy (Wniebowstąpienia Pańskiego) jest wprost fenomenalna - ze świecą szukać takich, które mogą jej dorównać. Niestety niewiele osób tu dociera (choć to zaledwie rzut kamieniem od Ostrej Bramy), gdyż świątynia jest zdewastowana, pusta i zamknięta na cztery spusty. Ale sam wygląd zewnętrzny wart jest tego, by tam się udać.
Fasada kościoła Misjonarzy (Wniebowstąpienia Pańskiego)
Olbrzymie wrażenie zrobił na mnie także słynny wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej. Ucieszyło mnie bardzo to, że można podejść do niego bardzo blisko, na wyciągnięcie ręki i bez przeszkód spojrzeć w samą twarz smutnej Pani. I muszę Wam powiedzieć, że jest to najpiękniejsza Madonna, jaką widziałem. To była miłość od pierwszego wejrzenia. ;) Widziałem oczywiście ten obraz wcześniej na reprodukcjach i w licznych kopiach, ale wszystkie były albo bardzo nieudolne albo niedokładne, bo żadna nie była w stanie uchwycić tego piękna.
Obraz Ostrobramski MB Miłosierdzia (fragment)
Jednym z moich ulubionych kościołów Wilna jest także słynny kościół świętych Janów na terenie Uniwersytetu Wileńskiego. Kolejna przepiękna, jakby "porcelanowa", falująca fasada. A wewnątrz przeżyliśmy ciekawą przygodę - przypadkowe spotkanie z samym profesorem Mariuszem Karpowiczem, jednym z najsłynniejszych polskich historyków sztuki, autorem wielu publikacji na temat polskiej sztuki nowożytnej - w tym także Wilna. Niesamowicie sympatyczny człowiek!
Fasada kościoła św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty
Olbrzymie wrażenie zrobił też na mnie kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu. Tym razem nie fasadą, ale wnętrzem. Cóż za przepych stiuków! A zarazem wielka elegancja.
Kościół św. Piotra i Pawła - główna nawa...
...i kopuła
Muszę jeszcze napisać o jednej szczególnej ulicy, a mianowicie o ul. Dominikańskiej, w samym centrum miasta. To przy niej znajduje się użytkowany przez Polaków kościół św. Ducha z 2 połowy XVIII w. Jest on nieco podniszczony (choć trwają tam jakieś remonty), ciemny i trochę ponury - zachwyca jednak rokokowym wystrojem. Kulisowy układ szesnastu (sic!) ołtarzy tworzy wyjątkową przestrzeń przenikających się elementów. Mnie podobał się szczególnie chór organowy, pulsujący falującą linią.
Kościół św. Ducha - widok na prezbiterium...
...i kopuła...
...i chór organowy
To tutaj właśnie przez długi czas znajdował się obraz "Jezu ufam Tobie", namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego pod dyktando św. siostry Faustyny. Obecnie znajdziemy tu tylko kopię, a oryginał znajduje się zaledwie parę kroków dalej, w kościele św. Trójcy, przy tej samej ulicy. Jest to świątynia litewska, o nowoczesnym wystroju, która mnie po prostu oczarowała. Tak się złożyło, że trafiłem akurat na nabożeństwo i Mszę świętą. Byłem osłupiały pięknem liturgii, anielskim śpiewem pod akompaniament gitary i skrzypiec, elegancją i prostotą wystroju, oświetlenia, szat liturgicznych (lnianych!), kwiatów etc. Od razu zamarzyła mi się taka parafia u nas. :)
Kościół św. Trójcy - fragment prezbiterium
z obrazem E. Kazimirowskiego
Przy ulicy Dominikańskiej spodobały mi się jeszcze dwa inne przybytki - bliższe ziemi, niż niebu: księgarnia wydawnictwa Taschen - większa i lepiej zaopatrzona niż ta, którą odwiedziłem w Londynie (obok Saatchi Gallery) oraz sympatyczna knajpka z niedrogim i zachwycającym jedzeniem, które zapamiętam na długo.
Latarnia na kościele św. Kazimierza
Fasada kościoła św. Anny
- najpóźniejszej świątyni gotyckiej na terenie Rzeczypospolitej
Wilno urzekło mnie też atmosferą relaksu i spokoju - co jest zasługą ludzi. W samym centrum nie widać tak charakterystycznego dla stolic pośpiechu i gorączkowego zabiegania. Wręcz przeciwnie - wszędzie młodzi ludzie relaksujący się w kawiarniach, parkach, na licznych placach. Rozmawiają, jeżdżą na deskorolkach i rowerach, moczą stopy w fontannach lub rzece, a nawet muzykują lub po prostu czytają. Mieszkańcy Wilna wywarli na mnie wrażenie bardzo pozytywne - uśmiechnięci, pogodni, spokojni i naprawdę bardzo elegancko ubrani (nie zwracam zwykle na to uwagi, ale tu aż rzucało się to w oczy). Wydawało się też, że dosyć zamożni - co było dla mnie małym zaskoczeniem, bo wiem, że Litwa bardzo boleśnie odczuła skutki ostatniego kryzysu ekonomicznego (ale w końcu to stolica, więc tam może jest nieco inaczej). Podobało mi się także to, że Litwini są w zasadzie bardzo wysocy, dzięki czemu ja, z moimi 202 centymetrami nie rzucałem się aż tak bardzo w oczy. :-)
Pod pomnikiem Giedymina na placu obok katedry
Nad rzeką
W kawiarni
Niestety przez dwa dni pobytu nie udało mi się zobaczyć wszystkich galerii i muzeów - byłem tylko w muzeum historycznym Litwy (nic specjalnego) oraz galerii sztuki współczesnej w samym centrum, niedaleko ratusza (coś jak nasza "Zachęta"). Mam jednak mocne postanowienie, aby tam kiedyś wrócić, bo miasto to naprawdę mnie zachwyciło od pierwszego wejrzenia - a dotychczas na tę skalę udało się to tylko Wenecji. Choć akurat Wilno nazywane było Atenami Północy. Dlaczego? Wystarczy zerknąć chociażby na imponującą katedrę.
Fasada bazyliki archikatedralnej
Katedra św. Stanisława Biskupa i św. Władysława -
- strona południowa
P.S. Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa.









